stycznia 29

Nadszedł kres amoralnej działalności almerskich Sióstr Cygaretek. Wczoraj wieczorem ich klasztor został otoczony przez Żandarmerię Wojskową. Kiedy czytacie ten artykuł, siostry siedzą już w celach więzienia w Bazie Wojskowej Anheim. I choć nie obyło się bez przygód, Książęce Siły Zbrojne po raz kolejny udowadniają, że niestrudzenie stoją na straży portfeli i moralności obywateli.

 

Działalność almerskich sióstr Cygaretek spotkała się z wyjątkowo żywiołową reakcją większości Sarmatów. „To jest paskudne!”, „To jest po prostu głupie!”, „Szkoda słów”. Takie słowa można było usłyszeć z ust tych, którzy mieli styczność z obsceniczną działalnością sióstr. Co więcej, siostry życzyły sobie za nią niemałych pieniędzy.

W obliczu narastających protestów ludności i bierności władz, do interwencji przystąpiły Książęce Siły Zbrojne. Wczoraj ok. 20.oo z Bazy w Anheim wyruszył kilkudziesięcioosobowy oddział Żandarmerii Wojskowej. Równocześnie z czarnoleskiego lotniska wystartowały dwa śmigłowce z komandosami z 100. Batalionu Śmigłowców Bojowych wchodzącego w skład sił szybkiego reagowania. Na pokładzie jednej z maszyn znajdował się także podporucznik Henryk von Thorn-Leszczyński, pod nieobecność podpułkownika Tomasza Wołyńczyka (szefa ŻW), mianowany dowódcą akcji. O 21.oo klasztor był już szczelnie otoczony przez żandarmów.

Z samego rana wojskowi przystąpili do akcji pacyfikacyjnej. O 5.57 wrota prowadzące do klasztoru zostały wyważone. Po kwadransie 23 siostry zostały pod eskortą wyprowadzone z budynku i furgonetkami zawiezione do Anheim. – Generalnie zatrzymanie odbyło się bez większych kłopotów. Jedynie w przypadku kilku sióstr, które zachowywały się niezwykle agresywnie, zastosować musieliśmy środki przymusu bezpośredniego – powiedział nam dowódca plutonu ŻW, sierżant Apolineusz Kołdunowicz.

Podczas przeszukiwania pomieszczeń klasztornych rozległy się strzały. Okazało się, że w jednym z magazynów ukrył się mężczyzna, któremu machlojki sióstr szczególnie nie przypadły do gustu. Interwencja KSZ przeszkodziła mu najprawdopodobniej w brutalnym samosądzie. Zamknął się on w niewielkim pokoju wraz z dwiema młodymi siostrami i ostrzeliwał żandarmów z karabinka AK47. Błyskawiczna akcja oddziału specjalnego ŻW z użyciem gazu obezwładniającego zakończyła ten jakże nieprzyjemny incydent.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- Operacja w pełni się powiodła – mówił po jej zakończeniu ppor. Leszczyński. – Wszystkie siostry znajdą się w izolatkach więzienia w Anheim, gdzie będą oczekiwały na dalsze decyzje w ich sprawie. W najbliższych dniach okaże się, w jaki sposób odbędzie się proces zatrzymanych – w sądzie wojskowym czy podlegającym Inkwizycji. Tymczasem do zakończenia śledztwa okolica klasztoru będzie dla zwiedzających niedostępna. A teraz pozwólcie państwo, że udam się na zasłużony urlop.

Najprawdopodobniej proces sióstr rozpocznie się po powrocie podpułkownika Wołyńczyka z wyjazdu służbowego.

 

 …

 

 

 

Autor: Henryk Leszczyński

stycznia 29

W zaciszu ogrodów przyklasztornych Zakonu Sióstr pod wezwaniem świeckiej Moniki Lewinsky (Cygaretek) z Seneszalem Zakonu na temat ostatniej afery w Baridasie rozmawiał specjalny wysłannik nurtu wandogandystów transcendentalnych Śri Bapu Papu Vagina Rama Ivannamariayana.

Co Seneszal Zakonu Sióstr Cygaretek może powiedzieć w imieniu Kongregacji na temat ostatnich wydarzeń na łonie?

Skandal w Baridasie ogromnym smutkiem okrył cały konwent naszego Zakonu. Siostra Przełożona ogłosiła żałobę i zakazała ogrodnikom zbliżać się do niej na odległość ramienia. Nikt w naszym zakonie nie jest w stanie pojąc jak mogło dojść do tak bezprecedensowego zapierdolenia nam tożsamości i wykorzystania jej przez monarchofaszystowski reżim do celów komercyjnych. Czy gdyby Wandystan otworzył agencje zakonu Sigmara Mlotodzierżcy, w której zakonnicy za oplata wkładaliby sobie w dupkę trzonek młota to wszystko byłoby w porządku? Co by powiedział Tom Cruise gdyby w Polsce otworzono dom publiczny ze scientolożkami?

Czy wobec powyższego niebezpiecznego precedensu Siostry Cygaretki przewidują spektakularne zniszczenie tożsamości Księciu Sarmacji lub ewentualnie dowództwu naczelnemu KSZ?

Perfidne zaj***nie tożsamości Hetmanowi jest całkowicie wykluczone: nikt z nas nie założy dresu. Podszywanie się pod głowę KON też nam jakoś nie pasuje. Przewidujemy wyznaczenie przedstawiciela prawnego Zakonu w Baridasie i wystosowanie petycji do Króla Baridasu w tej sprawie. Niech się ogarną. Na zakończenie powiem, ze z niecierpliwością oczekujemy na zbliżające się konklawe i wybór nowego Ojca Świeckiego. Duchowy przewodnik jest niezbędny w Czasach Pogardy.

Czy Siostry Cygaretki sprzeciwiają się żywym w ŚKW tendencjom zjednoczeniowym i obwołaniu Bravo Girla Świeckim Wandowym (tzw. "ingawaaryzm ekumeniczny") czy tez stoją na stanowisku wielokrotnie prezentowanym przez Opos Wandi? A co z Wande Kryszna (Wande, Wande)?

Nie jesteśmy przesadnymi fanami zjednoczeniowymi, aczkolwiek ekumenizm analno-waginalny nie jest nam obcy. Opos Wandi ma nasze pełne poparcie.

Wandosławię!

Autor: imi

stycznia 22

Burmistrz Grodziska Mateusz Cezar  wziął sprawy w swoje ręce. Dziś zrobił czystkę w Radzie Miejskiej i mianował się jej przewodniczącym. To odpowiedź Kudły na sytuację w stolicy, a zwłaszcza zachowanie niektórych członków Rady.

 

Przypomnijmy, 3 stycznia tego roku Mateusz Cezar (znany także pod nazwiskiem Cezar) został nowym burmistrzem Grodziska. Chcąc zwiększyć aktywność podupadłej stolicy chciał m.in. powołać swoich zastępców: Dariusza Darowskiego i Łukasza Kowalskiego. Przewodniczący Rady Miejskiej, która miała zaakceptować ich powołanie, Marcel Straff, dopuścił jednak pod obrady jedynie wniosek w sprawie Kowalskiego. – Nie rozumiem tylko, po co panu dwóch zastępców – stwierdził Straff.

W odpowiedzi Cezar złożył wniosek o odwołanie przewodniczącego Rady. – Sponsorować panu pobyt w ośrodku zamkniętym? – mówił Straff do Cezara, kiedy ten wyrażał wątpliwości, czy przewodniczący w ogóle rozpocznie głosowanie w swojej sprawie. Głosowanie rozpoczął, ale postarał się, aby stanowisko zachować – nie zaliczył głosu Daniela Chojnackiego argumentując, że ten nie jest już radnym, choć zrzekł się mandatu dopiero po głosowaniu.

Riposta burmistrza była błyskawiczna. Zarzucając radnym nieaktywność, wydał zarządzenie, w którym ich mandaty wygasły. Tym sposobem został jedynym przedstawicielem władzy w stolicy, pełniąc funkcje burmistrza, przewodniczącego i jedynego członka Rady Miejskiej.

Ponadto Mateusz Cezar ma zamiar wdrożyć nowy statut Grodziska zakładający rozwiązanie Rady Miejskiej i zastąpienie stanowiska burmistrza wybieralnym prezydentem, o szerszym zakresie uprawnień. Projekt został już przez „Radę” przegłosowany.

 

Mateusz Cezar w rozmowie z Henrykiem Leszczyńskim*

 

Wprowadza pan w mieście niemal dyktaturę. To konieczne? Nie wszyscy mieszkańcy są zachwyceni…
W   Grodzisku   w   dalszym  ciągu  panuje wprowadzona przez barona  Kowalskiego demokracja bezpośrednia  (która,  jak widać,  narobiła  więcej  szkód niż korzyści). Sęk w tym, że jako  jedyny dotychczasowy  rajca  spełniałem  i  spełniam formalne warunki do zajmowania miejsca w Radzie. Jestem więc Burmistrzem,  Przewodniczącym Rady i rajcą (trzy w jednym!), co  dało  mi  możliwość zmiany Statutu, a co za tym idzie – ustroju miasta – na lepszy. Mówi  Pan, że nie wszyscy mieszkańcy są zachwyceni. Powstaje pytanie – gdzie ci mieszkańcy byli do tej pory? Gdzie byli podczas  tej dwuletniej… co ja mówię! Pięcioletniej agonii najważniejszego  miasta  Księstwa Sarmacji? Teraz, gdy samemu postanowiłem  wziąć się  za naprawę stolicy, dotychczasowi urzędnicy  skutecznie mi w tym przeszkadzali. Cóż, musiałem się  posunąć do rzeczy niemiłych, aczkolwiek jak najbardziej legalnych.

 

Czy te zmiany są przejściowe? Demokracja wróci?
Ależ  demokracja  nigdzie  nie  poszła.  Sęk w tym, że jestem Burmistrzem,  a  jednocześnie jedynym  rajcą.  Pozostali nie spełniali  statutowych  warunków  do  zajmowania  miejsca  w Radzie.  Gdyby  w  tej chwili jakaś osoba wspomniane warunki spełniająca  złożyła ślubowanie  rajcy,  z  wielką radością otworzyłbym  przed  nią drzwi Rady. Obawiam się jednak, że w tym  momencie  nie ma to wielkiego znaczenia, jako że jedyny rajca  (czyli  ja) przegłosował  dziś w nocy projekt nowego Statutu Miasta, zmieniającego ustrój stolicy.

I  jeszcze jedno. Do tej pory Przewodniczący Rady Książęcego Miasta  Grodziska przeprowadzali głosowania  niezgodnie ze Statutem. W związku z tym, z prawnego punktu widzenia, żadne uchwalone  przez  Radę  uchwały nie miały tak na prawdę siły sprawczej.

 

Straff odpowie za swoje machlojki? Przecież w normalnym trybie nie udało się go odwołać.
Straff nie jest problemem Grodziska, jako że w Grodzisku nie mieszka  od  bardzo dawna. Wszystkie jego (i nie tylko jego) głosy oddane do tej pory w Radzie Miasta były nieważne, jako że  warunkiem niezbędnym do zajmowania miejsca w Radzie jest zameldowanie  w Grodzisku.  Formalnie nie był on więc nigdy rajcą.

 

Będzie Pan sam działał w Grodzisku?
Od  początku  działam  sam – wszyscy dotychczasowi urzędnicy dbali  bardziej  o  swoje własne interesy,  niźli o sprawy Miasta.  Wierzę  jednak,  że  uda  mi się przywrócić stolicy atrakcyjność, co spowoduje napływ aktywnych mieszkańców.

 

Czy jest szansa na trwałe ożywienie stolicy?
Nikomu  do  tej  pory  się  to  nie  udało.  Mam wrażenie że większość  Sarmatów  w zwiększenie aktywności  stolicy nie wierzy.  Zrobię…  ba! Już robię, wszystko co w mojej mocy, aby  Grodzisk stał się stolicą Księstwa Sarmacji nie tylko w znaczeniu  formalnym, lecz także rzeczywistym – kulturowym, społecznym, politycznym i gospodarczym.

 

 

 

*) wywiad nieautoryzowany  

Autor: Henryk Leszczyński

stycznia 22

Były Wojewoda Koronny Karol kawaler Khartoum w rozmowie z Henrykiem Leszczyńskim*

Gdzież się pan podziewał przez ten miesiąc urzędowania? W mediach było pana niewiele…

Czy to media są dowodem na to, że ktoś jest aktywny? Przecież Wojewoda Koronny musi załatwiać nie tylko medialne sprawy. Owszem, na początku byłem nieaktywny ze względu na mój urlop.

Publikowanie sprawozdań ze swej działalności publicznej jest przecież w dobrym tonie. A i spraw medialnych ostatnio sporo było. Takich, w których Wojewoda bezwzględnie powinien zabrać głos.

Tak jest, ale sprawy, które załatwiałem należały do tych, powiedzmy, "mniej interesujących" dla szerokiego grona publiczności. Jakie sprawy ma Pan na myśli?

Przede wszystkim awantury w grodziskiej Radzie Miejskiej, ale i kontrowersje wokół odwołania baroneta Slipyja ze stanowiska sołtysa Stiepanowki

Musiało coś umknąć Pańskiej uwadze. W obu sprawach się wypowiedziałem.

Na LD i w komentarzu do Herolda. Mnie to nie umknęło. Wielu innym osobom mogło…

Przepraszam bardzo, czy Wojewoda ma pisać wszystko dużymi literami, z podwójnymi spacjami między nimi? Czy tworzyć elaboraty? Po prostu skomentowałem zaistniałe sytuacje.

Oczywiście, że tak, ale np. można było się do tego odnieść w oficjalnym komunikacie, w sposób bardziej widoczny.

No tak, ale po co, skoro wystarczy komentarz. Chyba nie chce mi Pan wmówić, że każde słowo, które wymawiałem jako Wojewoda musi być publikowane jako oficjalny komunikat. Poza tym, TK nie posiada niestety własnej agencji prasowej, co w niedługim czasie ma się zmienić. Już sam fakt, że wypowiadam się w danej sprawie można by za taki komunikat W końcu jako Wojewoda zawsze przedstawiam stanowisko władz TerKoru.

Ma pan rację, ale tego typu wypowiedzi – dajmy na to w komentarzach – byłyby wystarczające, gdyby nasze media działały sprawniej. Wszystko byłoby na bieżąco komentowane i nagłaśniane. Przejdźmy jednak do rzeczy. W Sarmackim Demokracie przed wyborami mogliśmy przeczytać: "Wkrótce w Terytorium Koronnym będą się działy różne ciekawe rzeczy, gdzie nasz członek w drodze konkursu został Wojewodą!". Jak dotąd niewiele się dzieje w TerKorze. A przynajmniej z perspektywy tzw. szarego obywatela. To się zmieni?

Wolę nie mówić na razie o swych planach na przyszłość, powiem tylko, że niedawno podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa w SPD.

Ale Wojewodą nadal pan będzie?

Na razie nie mogę udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Jaki jest powód pańskiego wystąpienia z SPD?

Ma to związek z moimi dalszymi planami związanymi z życiem w Księstwie Sarmacji, ale nie będę na razie się o tym rozpisywał, gdyż jedna z moich zaplanowanych decyzji nie jest jeszcze pewna.

W jakim stanie zastał pan TerKor po urzędowaniu Roberta Czekańskiego?

W zasadzie zostały uporządkowane sprawy działalności Sejmiku TK. Najlepiej jednak, jeśli zacytuję wypowiedź mojego poprzednika w sprawie tworzenia na terenie TK prowincji sarmackiej: "Może Pan śmiało zaczynać wszystko od nowa".

Czyli przyszedł pan na ugór? I zaczął od nowa?

Nie można tego nazwać aż tak dosadnie. Choć nie uzyskałem od pana Czekańskiego instrukcji dotyczących pełnienia funkcji Wojewody Koronnego. Widocznie pan Czekański uznał, że jak się zgłosiłem na to stanowisko to już wszystko wiem…

Co z portalem TK? Podobno przetarg rozstrzygnięto już w grudniu…

Tak jest, jednak mam wątpliwości, czy projekt zostanie zakończony. Ostatnio pan Zbyszko Browarczyk, który przetarg wygrał, zajmował się stroną prowincji Morvan i nie miał czasu na TK.

Czy Wojewoda może cokolwiek zrobić w sprawie zamieszania w Grodzisku?

W zasadzie nie, jedyne co mogłem zrobić, to poinformować o tej sprawie JKM, lub też Regenta. Dekret Księcia Sarmacji o Wojewodzie Koronnym z 1.06.2007 wyraźnie mówi, że WK dokonuje czynności prawnych tylko i wyłącznie wtedy, gdy statut miejscowości nie stanowi inaczej.

Baronet Slipyj o tym, że nie jest już sołtysem Stiepanowki dowiedział się z Dziennika Praw. Tak kieruje się polityką kadrową?

Otrzymałem informację z wielu źródeł, że Pan Baronet zrezygnował z działalności w Stiepanowce na rzecz pana Krzemińskiego, który ma tam reaktywować Złote Wybrzeże. Musiałem go powołać, by móc kontynuować prace Sejmiku. Wczoraj okazało się, że moja decyzja była słuszna, gdyż gdyby nie to powołanie, na posiedzeniu sejmiku TK nie byłoby wymaganej liczby członków.

Sugeruje pan, że gdyby Slipyj był sołtysem, nie byłby obecny na posiedzeniu?

Nie, sugeruję że od jakiegoś czasu Pan Slipyj nie był aktywny w Stiepanowce i przeniósł się do Baridasu…

Czyli jego pretensje są nieuzasadnione? Musiał pan powołać Krzemińskiego?

Nie znam ustaleń jakie były między panem Krzemińskim, a panem Slipyjem. Nie wiem nawet, czy w tych ustaleniach brał udział ktoś jeszcze. Postawiono mnie przed faktem dokonanym. Nie widziałem w tym momencie innego wyjścia i to rozwiązanie uznałem za najlepsze, gdyż Pan Krzemiński i tak będzie burmistrzem Złotego Wybrzeża.

Slipyj nie ma prawa czuć się pokrzywdzony?

Nie wiem, jak może się pan Slipyj czuć, przecież nim nie jestem.

Na jakim etapie znajduje się tworzenie nowej prowincji na terenie TerKoru?

W piątek (18.01.2008) na posiedzeniu Sejmiku pojawiła się wola, by w ogóle taki na posiedzeniu Sejmiku pojawiła się wola, by w ogóle taki projekt rozpoczynać. Stworzyliśmy wstępny plan tworzenia prowincji na terenie Terytorium Koronnego. Po pierwsze planowane jest utworzenie strony. Poza tym, planujemy zmienić nazwę prowincji.

Na jaką?

Co to by była za niespodzianka, gdybym to ujawnił? Powiem tylko, że nazwa nawiązuje do faktu, iż TK to rdzenna część Księstwa Sarmacji. Ponadto do wykorzystania są plany Księcia, który także był obecny na wczorajszym posiedzeniu. Jednym z nich jest zapewnienie łączności (nie w sensie terytorialnym, a w sensie komunikacji) z Baridasem – powstałoby np. wspólne forum.

Kiedy prowincja będzie gotowa?

Nie potrafię jeszcze określić dokładnej daty.

Ale możemy być wreszcie optymistami w tej kwestii?

Jeżeli nie zaistnieją wydarzenia, które mogłyby opóźnić realizację projektu, to tak.

*) Rozmowa przeprowadzona została 20 stycznia 2008 roku. 

Autor: Henryk Leszczyński

stycznia 13

Z Mateuszem bar. von Thorn-Suszkiem, prezesem Zarządu Sarmackiej Ligi Piłkarskiej

rozmawiał Henryk Leszczyński 

Jak ocenisz zeszły sezon SLP? Obfitował w niespodzianki?

Sezon był bardzo ciekawy. Na pewno niespodzianką, chociaż może nie tak dużą jest zdobycie mistrzostwa przez RVT, po którym raczej nikt się tego nie spodziewał. Za to ogromną niespodzianką jest spadek FCC i YK, dwóch bardzo dobrych drużyn, które z pewnością powinny dalej grać w Ekstraklasie.

 

Beniaminki dalej będą zaskakiwać, jak to drzewiej bywało, czy poziom lig już się ustatkował na danym poziomie – z mocnymi pierwszoligowcami i słabszymi zespołami z zaplecza?

Cóż, do Ekstraklasy wraca Dyskobolia Czarnolas, czyli dawna KS Wandea, a po tym zespole można spodziewać się wiele. Kto wie, czy w przyszłym sezonie nie będzie czarnym koniem SLP. Krokodyle Punta również mogą sprawić niespodziankę. W swojej dywizji zespół ten odniósł tylko jedną porażkę.

 

Jak będzie wyglądała SLP w następnym sezonie? Czy są planowane jakieś zmiany w ilości zespołów występujących w poszczególnych ligach?

Na chwilę obecną, przez moją długą nieobecność nie zostały jeszcze powzięte żadne postanowienia względem wyglądu SLP w przyszłym sezonie. Jak na razie liga zawiera 22 aktywne zespoły. Z pewnością musimy rozreklamować SLP, żeby zdobyć więcej uczestników. Jeśli się to nie uda, to z pewnością trzeba będzie pomyśleć nad zmianami.

 

A jeśli ilość klubów pozostanie na poziomie 22, bądź nieznacznie się zwiększy? Poprzednio grało 27 zespołów, różnica jest więc zauważalna…

Cóż, widzę, że w tej chwili system proponuje podział ligi na 8-zespołową Ekstraklasę i dwie 7-zespołowe niższe dywizje. I zapewne w taki sposób drużyny zostałyby podzielone.

 

Czyli ktoś jeszcze wypadnie z Ekstraklasy?

I to jest właśnie dobre pytanie. W tej sytuacji albo ktoś wypadnie, albo ktoś nie awansuje…

 

System proponuje układ ligi i admin nie ma tu nic do gadania?

Nie. Niestety tutaj admin nie ma zbyt wiele do ustawienia…

 

Jak rysuje się obecnie kalendarz przygotowań do nadchodzącego sezonu? Kiedy zostanie on rozpoczęty i czy jest możliwe, aby menedżerowie dowiadywali się o jego rozpoczęciu wcześniej niż na 5-6 dni przed pierwszym gwizdkiem?

Z pewnością. Skoro już odzyskałem dostęp do internetu, jak najszybciej zwołam zebranie Zarządu, na którym ustalimy kalendarz nowego sezonu oraz podejmiemy inne niezbędne decyzje. Terminy zostaną wyznaczone tak, że menedżerowie na pewno będą mieli czas na przygotowanie swoich zespołów do nowego sezonu.

 

Ale możemy liczyć na konsultacje z menedżerami w sprawie podjęcia kluczowych decyzji?

Jeśli będą to zmiany w znaczący sposób rzutujące na kształt SLP, z pewnością zostaną one przedyskutowane z menedżerami.

Autor: Henryk Leszczyński

stycznia 12

 Leszczyński na niedzielę

 

W środę Kancelaria Rządu dość niespodzianie wyszła z inicjatywą sprywatyzowania Bramy Sarmackiej, argumentując swój zamiar nieaktywnością państwowej agencji. A że to dopiero pomysł, jak zauważył Jakub , szef Kancelarii, do głosu dopuszczono lud.

 

Ja natomiast zostałem osobiście wywołany do tablicy przez urzędującego kanclerza. A że tchórzem z natury nie jestem, przy tablicy stanę i co nieco dodam do dysputy, jaka toczy się od dłuższego już czasu na LDKS, dorzucając do tego kilka refleksji dotyczących mediów sarmackich w ogóle.

 

Głównym problemem okazuje się być nieaktywność mediów, od tego więc wyjdźmy. Sarmacka prasa przeżywała wzloty i upadki. Generalnie rzecz biorąc na dzień dzisiejszy, przy takim a nie innym natężeniu nowych informacji, z mediami nie jest najgorzej. Osobiście uważam, że lepiej, jeśli mediów nie ma w ogóle, niż miałyby one zostać zawłaszczone przez propagandowe biuletyny partyjne (z czym niedawno mieliśmy do czynienia). Partyjni PRowcy znaleźli w konającym rynku medialnym niszę dla siebie i przez dłuższy czas karmili nas różnym bzdurami. Choć trzeba też im oddać, że poziom językowy ich materiałów stał na ogół na bardzo wysokim poziomie (czego niekiedy nie można powiedzieć w odniesieniu do wielu prywatnych agencji, zwłaszcza „jednoosobówek”, które w ilościach przemysłowych powstawały mniej więcej przed rokiem), a i merytorycznie potrafiły wnieść wiele do debaty publicznej. My mówimy jednak o mediach „obiektywnych”.

 

Nieaktywność, bądź nikła aktywność agencji prasowych ma dwie przyczyny: brak kadr („świeżej krwi”) i „zmęczenie materiału” u starych redaktorów. Oba te problemy wyrastają na podobnym podłożu. Nie będę się jednak nim zajmował, a raczej tym, jak owe problemy przezwyciężyć.

 

„Jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.” Zgodnie z tym powiedzonkiem potoczyła się debata wokół BS. Niewątpliwie cztery liberty za artykuł to żenująco mało. A mówię o porządnie napisanym artykule – przemyślanym, zawierającym opinię ekspertów czy wypowiedzi osób, których artykuł dotyczy. Napisanie czegoś takiego w naszych warunkach to droga przez mękę. Czasami próba kontaktu z urzędnikiem bądź innym człowiekiem w celu uzyskania komentarza jest skazana na niepowodzenie, a to wszystko z prozaicznych powodów – choroby, szkoły, awarii komputera. A w Sarmacji już po dwóch – trzech dniach taki komentarz może uchodzić za odgrzany kotlet. A wręcz przeterminowany.

 

I nie wnikając już w wartość liberta oraz jego użyteczność, redaktor powinien otrzymać godziwą płacę za rzetelną pracę. Na przykład za te wypociny, które teraz czytacie, dostanę minimum siedem libertów. Wystarczająco. A w Gońcu, jak i w Bramie redaktorów deficyt odczuwany jest dość boleśnie. Konkludując – nie tędy droga.

 

- Motywacją jest to, że widać jego nazwisko. Że ludzie czytają jego artykuł, doceniają autora. To jest motywacja – powiedział w kontekście umotywowania dziennikarzy Daniel Chojnacki. Teoretycznie ma rację. Teoretycznie. Dziennikarstwo to bardzo trudny fach. Tak samo, a może i bardziej trudny, niż polityka. Początki są tu niesłychanie trudne, a Sarmata z kilkudniowym stażem nie ma tu czego szukać. Bo tak czy siak zostanie doszczętnie zmieszany z błotem. Albo za nieznajomość tematu, albo za zachowawczość w podejmowaniu go. Chyba, że mamy do czynienia z samorodną żyłą dziennikarskiego złota. Ale takowych to już w ogóle na tym naszym lichutkim medialnym rynku nie mamy co szukać. Bynajmniej mnie trzeba było szlifować. I to dość długo.

 

To zresztą normalne – gdyby rzucili Lisa czy Durczoka na redaktora w botswańskiej gazecie, potrzebowaliby pewnie co najmniej tygodnia, żeby móc napisać naprawdę coś sensownego. Swoją drogą nie ma w Księstwie możliwości doskonalenia swego warsztatu dziennikarskiego, bo żadna szkoła o tym profilu nie działa (w ogóle nie działa żadna szkoła prócz IES). Można więc powiedzieć, że jeśli chce się tutaj zaistnieć, już wcześniej trzeba mieć nie tylko umiejętności językowe (tego się moim zdaniem człowiek do końca nie nauczy) ale i pewną wiedzę fachową.

 

Co do doceniania autora. Nawet, kiedy dziennikarz przeżyje początkową falę krytyki, albo uda mu się przetrwać ją pod czyimś skrzydłem, później też nie ma łatwo. Bo żeby stać się dziennikarską osobowością, trzeba tego mocno chcieć i mieć dużo szczęścia. Nie ma przecież plebiscytów, nie ma nagród, nie ma sławy jako takiej. Nie dostaje się kolejnych gwiazdek na pagonach, nie dostaje się posad i miejsca na stronie głównej. Czasem – i owszem – jest tytuł czy odznaczenie, ale rzadko adekwatne do zasług na tym polu. A na pewno jest zimny prysznic za każdą wpadkę. Wbrew pozorom także w Sarmacji media to czwarta władza. Także w tym momencie oprócz kilku libertów i nielicznych przejawów docenienia wytężonej dziennikarskiej pracy redaktor nie ma czego się spodziewać. Pozostaje osobista satysfakcja. Ale czy to każdemu wystarcza?

 

Dlatego też jako wiceszef MDNiS zapoczątkowałem prace nad reaktywacją „Piór Feniksa” w formie plebiscytu. Jest to nam, dziennikarzom, potrzebne niezwykle, aby naprawdę nas zmotywować, abyśmy poczuli się potrzebni. I mam nadzieję, że urzędujący minister się tym zajmie. Natomiast pomysłowi diuka Skarbnikowa, który chce prowadzić ranking agencji, można tylko przyklasnąć. Przydałoby się jeszcze zestawienie indywidualne, bo PARS pod tym względem pozostawia wiele do życzenia. Nie tyle więc pieniędzy dziennikarzom potrzeba, a motywacji i to takiej odczuwalnej.

 

Z wymiaru indywidualnego przejdźmy do spojrzenia na cały rynek prasowy. Co będzie oznaczać prywatyzacja Bramy Sarmackiej? Zacznę od tego, że wątpię, aby w ogóle do tego doszło – wielu mówi o konieczności posiadania państwowego medium, jeszcze więcej po prostu nie wyobraża sobie Bramy w rękach prywaty. A skończę na tym, że sama prywatyzacja Bramie absolutnie nic nie da. Będzie nadal tak aktywna jak Goniec, a może nawet Wieści lub Talk, czego Bramie nie życzę. I nie dramatyzujmy, że Brama jest dyskryminowana. Artykuły tam zamieszczone są prezentowane jak byk na stronie głównej.

 

W obecnej sytuacji jestem za umiarkowaną koncentracją, konsolidacją mediów. W przeciwieństwie do Księcia, mnie jednoosobowe redakcje rażą. Oczywiście mówiąc o koncentracji nie mam na myśli kilkunastoosobowych molochów (nie mamy nawet tylu dziennikarzy i mieć nie będziemy), ale redakcji cztero – pięcio osobowych, które z powodzeniem mogą informować społeczeństwo o wszystkim bez dłuższych przerw w działaniu. A propozycje łączenia się agencji to nie nowość. Swego czasu miało dojść do fuzji Wieści i Gońca, aby stać się bardziej konkurencyjnymi względem Magazynu Talk. Ten ostatni padł i pociągnął za sobą także teutońską redakcję. Niedawno pojawiła się propozycja fuzji Gońca i Bramy Sarmackiej, w celu zwiększenia ich aktywności. Nie doszło do niej ze względów ambicjonalno-sentymentalnych – nie można było dojść do porozumienia choćby w kwestii nazwy – obie firmy uważały, że mają zbyt wyrobioną markę, aby z niej rezygnować. I mamy pat.

 

Ktoś rzucił pomysłem, aby za prasę płacić – nie wiem, co miałoby to na celu, ale spowodowałoby tylko spadek czytelnictwa wśród cudzoziemców, którzy nasze periodyki regularnie czytują.

 

Podsumowując – zmotywujmy dziennikarzy dając im od czasu do czasu jakąś nagrodę i płaćmy im wystarczająco, ale bez przesady. Wtedy pojawią się młodzi a starym wróci ochota do pisania. Zapewnijmy możliwość edukacji dziennikarskiej. I lepiej, żeby prężnie działały dwie agencje, niż dziesięć gazet-widm.

Autor: Henryk Leszczyński