września 20

Nie tak dawno temu zmuszony byłem łatać dziury w scholandzkim zasobie kadr piśmiennych pewnym sarmackim osobnikiem zaznajomionym w dostatecznej mierze z elitarną sztuką trzymania pióra stalówką ku kartce. W czasie pomiędzy nadesłaniem tekstu a jego publikacją osobnik ów stał się sarmackim Następcą Tronu, co dość przypadkowo nadało naszej gazecie dość elitarnego wymiaru. W połączeniu z resztą dobrych artykułów powstała mieszanka, którą bez cienia wątpliwości mogę nazwać swym największym nacz-redaktorskim sukcesem. Będąc zobowiązanym do pewnej formy rewanżu wybrałem się w długą podróż do naszego sarmackiego przyjaciela. Czytaj dalej »

Autor: Jakub von Salvepol Pakulski

września 19

Pierwszy w historii realny mecz wirtualnych drużyn przeszedł do annałów mikroświatowego futbolu jeszcze zanim się odbył. Naprzeciwko siebie stanęły doborowe reprezentacje Sarmacji i Wandystanu. Moc walki, grad bramek, naprawdę prawdziwe emocje, czyli to, co najpiękniejsze w piłce pokazali wirtualni piłkarze. Wszyscy uznali tę inicjatywę za udaną mimo blamażu Sarmatów – porażki 1 – 5. Czytaj dalej »

Autor: Henryk Leszczyński

września 19

Tym razem tradycyjny zjazd Sarmatów odbył się na ziemi krakowskiej. Tradycyjnie międzynarodowo, tradycyjnie w akademiku, tradycyjnie bez znieczulenia i tradycyjnie z poprawinami. Jak było? Podobno fajno. Zresztą – zobaczcie sami.

Czytasz sześćset sześćdziesiąty szósty wpis w Gońcu Czarnoleskim. Coś w tym jest…*

Położenie pola zjazdowego sprawiło, że zjeżdżaliśmy się do Krakowa praktycznie przez trzy dni. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że zalążek ekipy zjazdowej pojawił się w grodzie Kraka w piątkowe południe. Eskortowani przez (teoretycznie) znającego okolicę hrabiego Koniasa udaliśmy się od punktu A do punktu B przez punkt G. Jako podręcznikowe żule musieliśmy wpierw koczować (pół godziny, ale jednak) na Plantach, w oczekiwaniu na otwarcie klubu. Ogródek nęcił swymi miejscami siedzącymi, a nasze gardła nieprzyjemnie łaskotały.

Niebawem do toruńsko-pomorskiej ekipy dołączył Wrocław i okolice. Tymczasem nad szklanicami zupy chmielowej toczyła się kolejna runda negocjacji sarmacko-teutońskich.
Abstrahując od sensacyjnych materiałów, do których dotarła nasza redakcja (zobacz tutaj, o nich już niedługo w oddzielnym artykule, bardziej merytorycznie), godną odnotowania jest słuszna inicjatywa Improwizowanego Klubu Szlachty y Burżuazji Monarchofaszystowskiej Księstwa Sarmacji ‘Sarmackie Lwy’. Postulat tegoż uczynił zauważalny przełom w twardych jak głowa Sarmaty rozmowach. Kiedy bardziej zaangażowana część zjazdowiczów uczyniła swą patriotyczną powinność włączając się do negocjacji, szlachcie postanowili pomyśleć także o sobie. Tak powstał kolejny przełomowy dokument tego zjazdu – Pacta Konverta – będące wyrazem żywotnych potrzeb establiszmentu i szlachtenmentu Księstwa. W tym miejscu pragniemy nieśmiało przypomnieć, iż pod postulatami podpisała się większość możnych i wpływowych tego mikroświata. Włącznie z Anonimowym Następcą Tronu. Czekamy na lodzika.

W przepastnych naszych aparatach gastrycznych bezlitośnie zaburczało i będąc świadomi doniosłej roli Polaków w konflikcie rosyjsko-gruzińskim posililiśmy się w restauracji serwującej dania tego drugiego kraju. (Notabene wieczorem, dla zachowania niezbędnych minimów poprawności politycznej zakupiona została rosyjska wódka, a sarmackie parowozy pozbyły przyjezdnego Ukraińca zbędnego wagonu Marlboro.) Zaraz później najedzona zgraja klucząc krakowskimi uliczkami udała się wprost do akademika na ulicy Budryka (rym przypadkowy, nie podchwycę tego). Po raz kolejny swoje usługi zaoferował nam kedarowóz doktora Kedara odciążając w sposób znaczący nasze zdrożone plecy.

Akademik nie był zły. W pokojach lodówka (najważniejszy chyba element wyposażenia pokojów, był wciąż pełen), klamki mocne, szafki przyśrubowane, żyrandole ‘antywandalowe’. Panie z recepcji, a raczej złogi gierkowsko-gomułkowskie swą opryskliwością i nieogranięciem nie były już w stanie zaburzyć panującej sielanki. Następnie wizyta w sklepie i noc stała się jasna.

Nim impr… rozmowy nie rozkręciły się na dobre, miejsce miało kolejne doniosłe wydarzenie. Podczas gdy hrabiowie Konias i Bartkowiak pili sto flaszek denaturatu doprowadzając poniektórych do mdłości, Książę drogą paranormalną rzucił palenie. Rzecz jasna, Goniec śledził to przełomowe wydarzenie i zdał z niego szczegółową relację.

Ranek był bezlitosny. Edyta chodziła po pokojach i nie mając Boga ni Wandy w sercu wszystkich budziła. Dzięki mamuś! Lepiąc się do podłogi uczestnicy wydarzeń piątkowych rekonstruowali i analizowali przebieg nocy. Okazało się, że kulturę sarmacką wzbogacił Anonimowy Następca Tronu, tworząc kolejne dzieło malarskie – wstępnie zaliczane do minimalizmu womitywnego. Na szczęście Książę nie musiał iść w skarpetkach do sklepu.

Napisałem: ranek. Jak względnym jest to pojęciem świadczy fakt, iż w półtorej godziny po przebudzeniu ostatnich chrapaczy jednak nie zjedliśmy obiadu. Stało się to bowiem dopiero w niedzielę, a w sobotę ograniczyliśmy się kiełbasek z grilla, o czym później. Ale skoro już o niedzielnym obiedzie: tradycjonaliści zawitali do McDonaldsa, żądni wrażeń szaleńcy przycumowali w chińskiej restauracji. Następnie sztab operacyjny złożony z logistyków, strategów i kierowcy opracował plan zdobycia grilla (jednorazowy, trudnoskładalny model za 20 zł) oraz piłki na wcześniej zapowiadany mecz (jednorazowa, chińska bardziej, niż żarcie w restauracji, model to za dużo powiedziane, 10 zł). Termin meczu ulegał ciągłym przesunięciom – a to korek, a to sklep daleko, a to Starówka ciekawa. Jednak udało się i ok. 17.oo boisko przed akademikami ożyło. Na pobliskich masztach dumnie załopotały flagi Sarmacji, Wandystanu i Gnomii. Rozpoczęły się treningi, ustalanie składu i łapówki dla sędziego. Przełomowym momentem meczu (jeszcze przed meczem, co warto zauważyć) było dołączenie do drużyny ‘wandejskiej’ (łapki z racji internacjonalizmowości tejże ekipy) naturalizowanego brugijskiego hokeisty. On wygrał wandejczykom mecz strzelając trzy z pięciu bramek. Mimo żywiołowego dopingu kibiców i godnej podziwu postawy króla Ulryka Dariusza, który zaoferował swe nogi i umiejętności w służbie sarmackiego futbolu, sarmacka ósemka musiała uznać wyższość przeciwnika, co jest w tych okolicznościach ciekawym eufemizmem. (Zobacz, jak autor strzela bramkę.)

A po meczu – znów nocne rozmowy, tym razem w nieco szerszym gronie. Początkowo odbywały się one przy kiełbaskach z grilla, później jednak nawet najwytrwalsi Eskimosi przenieśli się do przytulnego akademika. A po rozmowach przyszedł czas na tradycyjną już grę planszową. Miała ona być rewanżem za spotkanie piłkarskie, jednak na widok zaprawionej w bojach planszowych reprezentacji Sarmacji, wandejska ekipa zamknęła się w jednym z pokojów.
Rozgrywka była długa i obfitująca w wyczerpujące dla graczy niespodzianki. W jej połowie niezbędnym okazało się dokupienie materiałów i do drugiej, zasadniczej części zasiadła elita złożona z diuka Skarbnikowa, diuka Łaskiego, baronów Suszka i Leszczyńskiego oraz baronetów Rozmana i Euskadiego. Hrabia Bartkowiak i baronet Żmuda nie przystąpili do dalszej rozgrywki, na czele z Księciem, który alienował się za zamkniętymi drzwiami swego pokoju. Gra jednakowoż trwała w najlepsze. Zwycięzcą okazał się (po raz kolejny – rok temu wygrał w cymbergaja) Mateusz Suszek. Natomiast diuk Łaski i Yaraeh jeszcze długie godziny odczuwali i dawali odczuwać innym trudy rozgrywki.

Niedziela, jak niedziela. Poranek, jak poranek. Ciężkawy. Na wieść jednakowoż o przybyciu w pobliża pola zjazdowego diuka Winnickiego żwawo ruszyliśmy w miasto. A tam część konferowała, część oglądała i oklaskiwała Kubicę, część chodziła bez celu po Starówce. I nadszedł tym sposobem rozstań czas. Choć wielu utyskiwało, że za dużo picia i wegetacji, za mało merytoryki, każdemu chyba przy uściśnięciu ręki zakręciła się łezka w oku. Do zobaczenia za rok. We… Lwowie?

Post Zjazdum

Jak zawsze znajdą się tacy, którym nie dość. Kolejne trzy dychy i nawet ciężko doświadczone ostatnimi nocami recepcjonistki ugięły się. Okrojona ekipa została jeszcze na noc. Spędziła ją w okolicznych klubach, co okazało się najbardziej turystyczną częścią zjazdu. Już po nim. Późnym wieczorem dołączył do nas kolega Kwaziego, który starał się rozruszać zwiędniętych zjazdowiczów, ale tak się rozochocił, że chciał skomercjalizować Sarmację. A tego Księciu było za wiele. Tyle dobrego, bo o robieniu porządków w akademiku pisać nie będę. Tego po prostu trzeba samemu doświadczyć.

Autor przeprasza za żenujący poziom narracji. Nie jest w najwyższej formie intelektualnej.
Autor pisał wspomnienia zjazdowe trzy dni i nie miał ochoty czytać tego po raz kolejny, aby sprawdzić błędy. Za brak korekty przeprasza. I ubolewa nad swoją postawą.

Zobacz filmy
Zobacz zdjęcia, zdjęcia i zdjęcia
Zobacz konfiturki

*) (Nie ma w tym absolutnie nic demonicznego :D – dop. RedNacza)

Autor: Henryk Leszczyński

września 12

Książę rzuca palenie! Informacja (trzaskaj tutej!) gruchnęła na zjazdowiczów niespodziewanie w piątkowy wieczór niczym Wandejczyk padający na młodego chłopca po kilku głębszych. “Od dziś jestem niepalący” – zadeklarował Książę Piotr Mikołaj będący w stanie niewiele różniącym się od wyżej wymienionego Wandejczyka. Mimo wszystko można zaryzykować stwierdzenie, iż opinia publiczna przyjęła tę wieść ze stoickim spokojem. Lekką konsternację jednakowoż wzbudził punkt trzeci uroczystej proklamacji, który spowodował masową emigrację zjazdowiczów do Wandystanu. Czytaj dalej »

Autor: Henryk Leszczyński

września 11

Złoty Czarnolas

Czarnolas Komentarz Wyłączone

Miasto Koronne Czarnolas po raz kolejny w rządowym rankingu miejscowości zajęło pierwsze miejsce. Stolica Kasztelanii powróciła na fotel lidera po niemal półrocznej przerwie, kiedy to pierwszą lokatę okupowała Almera. Tymczasem kanclerz Michał Łaski zapowiedział głębokie cięcia na liście do wniosków imigracyjnych. Została ona okrojona do zaledwie pięciu z dwudziestu czterech sarmackich miejscowości. Czytaj dalej »

Autor: Henryk Leszczyński

września 07

Trzy lata Surmenii

Mikroświat Komentarz Wyłączone

Sobotni wieczór w Surmenii upłynął pod znakiem obchodów trzeciej rocznicy powstania Królestwa. Na zorganizowane z tej okazji uroczystości przybyło wielu mikroświatowych notabli. Po raz pierwszy w historii mikronacji mogliśmy zobaczyć orędzie autorstwa króla Surmenii, Pavla Zeppa I.

Surmenia powstała 1 września 2005 roku. Specyfika panującej tam wówczas demokracji bezpośredniej, wymagającej dużej i stałej aktywności sprawiła, że kraj znalazł się w permanentnym kryzysie. Dopiero w kwietniu 2006 roku w ramach reform, jako obowiązujący ustrój wprowadzono monarchię konstytucyjną. Pierwszym władcą został Pavel Zepp I, który do dziś zasiada na surmeńskim tronie. Większość Surmeńczyków pozytywnie ocenia te zmiany. – W mojej opinii był to bardzo udany ruch i uważam, że te kilka lat wniosły pozytywną twarz Suremnii do mikroświata – powiedział nam kanclerz rządu surmeńskiego, Victor de Zepp.
Królestwo Surmeńskie to jedna z mniejszych, jednak dość ciekawych mikronacji. Mimo wielu perypetii, miesięcy zarówno dynamicznego rozwoju jak i postępującego kryzysu, Surmenia jest stabilnym i poważnym organizmem państwowym. Dzięki autorytetowi władcy nie podzieliła losu wielu innych, podobnej wielkości państewek, które w walce o przetrwanie gubiły swą historię, kulturę stając się tworami dziś nazywanymi popularnie yoyonacjami. – Przede wszystkim: oryginalność. Jeśli chce się rozwinąć projekt podobny do wielu innych, ma się małe szanse na powodzenie. W przypadku Surmenii naród postawił na koncepcję państwa mającego coś z realnej Grecji i byłej Jugosławii i przez cały czas staramy się jej trzymać – powiedział w rozmowie z nami JW Pavel Zepp.
Wczorajsza uroczystość była zwieńczeniem Tygodnia Surmenii. Oprócz przedstawicieli lokalnych władz na obchodach pojawili się także Franciszek Józef, monarcha austro-węgierski oraz Sarmaci: książę Piotr Mikołaj, Daniel hrabia Chojnacki, minister spraw zagranicznych Aaron Rozman i Marcel Hans z Trizondalu. Szef sarmackiej dyplomacji podkreślił w swym przemówieniu, że Surmenia jest dla Księstwa nad wyraz ważnym partnerem w polityce międzynarodowej. Spotkanie zwieńczyło pierwsze w historii mikronacji orędzie wideo autorstwa JW. Pavla Zeppa (zobacz tutaj lub tutaj).

Autor: Henryk Leszczyński