Raport o stanie rządu PSV Czarnolas w finale Pucharu Sarmacji
maja 21

O konfliktach w rządzie, inkorporacji Królestwa Nowej Teutonii, politycznych wydmuszkach i o tym, na czym stoi kanclerz

Z Jakubem hr. Bakonyi,
Kanclerzem Rządu Jego Książęcej Mości
rozmawiał Henryk Leszczyński

Zacznę odwołując się do starych dziennikarskich tradycji. Jak samopoczucie?
Możliwie.

Trochę je Panu dziś zepsuję.
< śmiech>

Jak układa się współpraca z ministrami?
W obecnym składzie – bardzo dobrze.

Wcześniej było więc gorzej? Co szwankowało?

Cóż, najwięcej konfliktów było na linii Kanclerz-MDN, od początku mojego urzędowania.

Także wtedy, gdy ministrem był Marcin Komosiński?
Owszem.

Jak udało się Panu wpaść w konflikt z permanentnie nieaktywnym ministrem?
Wpaść w konflikt trudno nie było. Po pewnym czasie po prostu zaczął mnie irytować fakt, iż pan Komosiński nie wykonuje swoich kompetencji w należyty sposób, tudzież – w ogóle. Podał się nawet do dymisji, jednak nie miałem na tamtą chwilę żadnego kandydata na to stanowisko, więc nie mogłem jej przyjąć od razu. Zresztą pan Komosiński się na to zgodził.

A później zaczął na Najmilszą Ojczyznę srać… Co robi w rządzie Mateusz Karczewski?
Mateusz Karczewski został powołany jako mój asystent w sprawach oskarżycielstwa publicznego.

Chyba się nie przemęcza.
Pan Karczewski w moim rządzie był niezbędny, bo jako jedyny posiadał odpowiednie kwalifikacje, a jednocześnie nie można go było go posądzić o stronniczość w sprawie przeciwko Aleksandrowi Nowakowi. Sprawę tę przeanalizował naprawdę dokładnie, co umożliwiło Wysokiemu Sądowi wydanie wyroku. Niemniej jednak, jego praca na tym etapie się nie skończyła. Jest bardzo dobrym kandydatem na biegłego w sprawie przeciw Wojciechowi Hergemonowi (odnawianie przysiąg), jednak Sąd od miesiąca nie może rozpatrzyć mojego wniosku o jego powołanie. Tak czy inaczej – zapewniam, że jest potrzebny.

A pan Votus?
Pan Votus, fakt, nie zrobił nic, co zasłużyłoby na wspomnienie. Jednak nie jest to do końca jego wina – trudno jest pracować w sytuacji, kiedy zwierzchnicy, tj. MDN, co chwila się zmieniają. Liczę, że Minister Szac wykorzysta jego potencjał.

Nam się nie udało wykrzesać z jego potencjału chwili do rozmowy.

Zobaczymy. Każdy w tym rządzie ma swoją szansę. Każdy pracuje na swoją reputację.

Z tą reputacją jest różnie. Zrobiliśmy wśród Sarmatów małą sondę. Jej wyniki są porażające. 45% respondentów nie wiedziało, kto jest MSO. 55% nie znało nazwiska Ministra Promocji. A o tym, że MDN jest Marcin Komosiński, nie miało zielonego pojęcia niemal 75% pytanych. MDN i MSO to kluczowe resorty w kontakcie z obywatelami.
Zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie miały miejsce zmiany personalne na stanowisku MDN, poszukiwałem kogoś, kto by podołał swoim kompetencjom, włożył w swoją pracę trochę własnej osoby. O ile dotąd mi się to nie udawało – ciężko jest znaleźć kogoś chętnego na ten urząd – o tyle teraz mogę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolony ze swojego wyboru. Więcej nie powiem, nie chcę zapeszać. W kwestii MSO – Minister Sobieszek utrzymuje kontakt z nowymi mieszkańcami, opracowała też rozporządzenie ws. szczegółowych warunków egzaminu obywatelskiego, które przechodzi ostatni etap konsultacji. Nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje. Mogło być lepiej, oczywiście, jest jeszcze trochę czasu, będę naciskał ministrów, by w tym ostatnim okresie kadencji szczególnie skupili się na niewykonanych jeszcze założeniach z expose.

Przez trzy miesiące jedyne, co działo się w MDN, to kadrowe roszady. Pański gabinet zabija kulturę!

Postaram się to zmienić. Choć czasu jest niewiele.

Reanimować ją?
Dokładnie tak.

W wywiadzie dla Wieści minister Szac mówił, że ma jasno nakreślony plan. Są jakieś pomysły? Konkrety?
Minister opracowuje część rządową rocznicy, ma trudne zadanie, bo dotąd w tym kierunku nie zostało zrobione przez MDN – mimo moich poleceń – nic. Tu konkretów nie zdradzę, bo sam nie do końca je znam. Minister zajmie się także uporządkowaniem Sarmackiej Antologii Zabytków i Instytutu Edukacji Sarmackiej. Tym razem – naprawdę.

Co jest planowane na 25 maja?

Dosłownie przed kilkunastoma minutami natomiast Minister Szac zaproponował mi ciekawą inicjatywę. Powiem tylko, że w roli głównej będzie występował on. Roli filmowej właściwie.

Brzmi groźnie.
Po części słusznie. Na 25 maja planowanych jest wiele atrakcji, jednak głównym ich organizatorem będzie Korona. Rząd natomiast będzie organizował dzień 30 maja. Będzie on zwieńczeniem wysiłków rządu, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Do Księstwa Sarmacji zostanie inkorporowane Królestwo Nowej Teutonii.

Wreszcie udało się osiągnąć konsensus?
Do konsensusu doszliśmy już dawno. Cisza była w pełni zamierzona. Na chwilę obecną wszelkie kwestie są wyjaśnione. W przygotowaniu są odpowiednie akty prawne.

Jakie są ostateczne warunki inkorporacji?
Mniej więcej wygląda to tak:
1. Królestwo Nowej Teutonii zostanie inkorporowane do Księstwa Sarmacji, gdzie razem z Marchią Teutońską stworzy nową prowincję – Królestwo Teutonii.
2. Na czele Królestwa Teutonii stanie dożywotni i elekcyjny Król Teutonii, wybierany zgodnie z teutońskim zwyczajem przez Zgromadzenie Elektorów.
3. Wzorem Flotylli Gellońskiej i Sarmackiej Armii Ludowej zostanie utworzona nowa, teutońska jednostka wojskowa, podległa w czasie pokoju królowi Teutonii, natomiast w czasie wojny przechodząca pod dowództwo Hetmana Wielkiego Książęcych Sił Zbrojnych. Główną bazą nowej jednostki będzie baza wojskowa Zommerland w zachodniej Loardii.
4. Majątek mieszkańców Królestwa Nowej Teutonii zostanie przeliczony na liberty, według parytetu golden: libert równego 1:2. Nie dotyczy to majątku ziemskiego i nieruchomości.

To dobre zasady?
Komisja Spraw Zagranicznych miała pewne wątpliwości, ale wydaje mi się, że udało mi się je rozwiać. Warunki są dobre.

Ad rem. Minister Kami-Chojnacka od kilku tygodni przebywa na urlopie. Czemu formalnie nadal jest ministrem?
Dlatego, że jej nie odwołałem.


Minister Kami-Chojnacka wykonała bardzo dobry projekt rozporządzenia o Rankingu Miejscowości.

Czekamy na niego od 10 tygodni, choć był znaczącym elementem expose.
Wina w sprawie niewykonywania go leży po mojej stronie, praca nad nim i jednocześnie nad nowelizacją ustawy czasowo mnie przerasta. Miałem też ostatnio swego rodzaju kryzys aktywności. Jednak w ostatnich dniach podjąłem kolejne, konkretne kroki.

Ale od tego jest minister!
Ciężko jest mi obciążać ministra moimi, skomplikowanymi dość wizjami.

Ministra, który jest na urlopie. To po co Pan go trzyma?

Do końca kadencji będzie gotowa nowa ustawa o ułatwianiu dostepu do miejscowości, rozporządzenie o Rankingu Miejscowości i wreszcie – pierwszy Ranking na nowych zasadach. Wiem, że to mało, ale to jedyne, co mogę obiecać. Trzymam go dlatego, że na chwilę obecną nie znam osoby, która by się z Panią Minister zamieniła, ot co.

Gdzież więc są kadry NOT? Czyżbyście byli polityczną wydmuszką?

Nie utożsamiam się z NOT, wiąże nas tylko stosunek koalicyjny. Proszę takie pytania kierować do przedstawicieli tej partii. Ja mogę tylko powiedzieć, że kadry każdego ugrupowania politycznego to wydmuszka, kadry to jest w tym momencie jeden z najsłabszych punktów naszego społeczeństwa.

Dwa tygodnie temu, 6 maja, minister promocji, Tomasz Czunkiewicz powiedział mi, że po piętnastym rozpocznie się aktywne promowanie. Czyżbyście redefiniowali pojęcie aktywności?
Minister Czunkiewicz przyjął na siebie konkretne zobowiązania i wyznaczone terminy, których nie będę przedłużał. 21 maja okaże się, czy je wypełnia. Jeśli nie – zostanie zdymisjonowany.

To w czymś pomoże?
Na pewno dzięki temu będę wiedział, na czym stoję. Czy w ogóle na czymś stoję.

Co z Syriuszem? Niby jest, a wszyscy go krytykują, że jest niegrywalny. Instrukcje musi za was robić hr. Makowski?
Prace nad Syriuszem zawsze były i najpewniej jeszcze długo będąu zależnione od jednej osoby, diuka Koniasa. Jeżeli w Syriuszu nie ma zmian – nie ma Kwaziego, jeżeli są – Kwazi znalazł trochę wolnego czasu i pracuje nad nim. To jest jedyna zależność, której choćbym chciał, choćbym obiecał Syriusza 10 w 10 dni – nic nie zmieni. W expose pisałem o tym, czego chciałbym dokonać. Nie wszystko się udało, mówię – trudno, może innym razem, może komuś innemu. Niemniej jednak, diuk Konias nad instrukcjami pracuje, a i poradnik hr. Makowskiego powstaje we współpracy z nim. Syriusz w końcu zostanie przetłumaczony na język laicki, jednak na pewno nie wciągu jednej kadencji. Żałuję, że nie ostrzegłem o tym w expose, ale myślę, że każdy doskonale rozumie, w czym rzecz.

Kontrowersji nie brak i wokół Pańskiej osoby. Formalnie pełni Pan urząd nielegalnie. Jest Pan nadal ambasadorem w Interlandzie.
W każdym razie – to, że pełnię funkcję nielegalnie jest nieprawdą.

Ale przepisy są jasne.
Zrzekłem się jej około tygodnia po rozpoczęciu mojego kanclerzowania.

Paragraf trzeci stanowi, że nadal jest Pan ambasadorem.
Od tamtej pory tej funkcji nie pełnię, jakkolwiek sprawę zaniedbała Korona. I innego stanu rzeczy do wiadomości nie przyjmuję.

Autor: Henryk Leszczyński

7 komentarzy do “Bakonyi: ‘Każdy w tym rządzie ma swoją szansę’”

  1. Hetman komentuje:

    W kwestii armii nikt mnie nie pytał o zdanie…

  2. Kwazi komentuje:

    Nasz Wielki Hetman ma chyba krótką pamięć. Ja sam o wojsku na GG pisałem – dawno temu.

    A wracając do wątku dzielenia funkcji kanclerza i ambasadora. Żadne przepisy nie mogą uniemożliwić obywatelom w pełni praw publicznych do wykonywania funkcji publicznych, które świadomie wybrali. Błędna (i niezgodna z konstytucją) jest interpretacja, że do póki ktoś danego urzędnika formalnie nie zwolni z jednego stanowiska (którego on sam się zrzekł), to nie wolno go powołać na inne. Przyjmując taką (fatalną) interpretację możnaby skutecznie uniemożliwić wykonywanie jakichkolwiek funkcji wymienionych w przepisach o niepołączalności funkcji.

  3. Daniel Łukasz komentuje:

    Należałoby jednak wyjść od tego, że nie jest kompetencją Korony prowadzenie bezpośredniego nadzoru nad działalnością korpusu dyplomatycznego. Zgodnie z prawem (Dekret o Rządzie) i przyjętym zwyczajem, Minister Spraw Zagranicznych troszczy się o ciągłość i jakość misji dyplomatycznych.

    Nie otrzymałem wiadomości od czy to ministra, czy to Kanclerza w sprawie gotowości powołania nowego ambasadora. A to, zdaje się, jest zadaniem przewidzianym dla Rządu.

  4. Michał diuk Łaski komentuje:

    *Przepisy o zakazie łączenia funkcji mają swój cel, Krzysiu mówi o niezgodności z Konstytucją i tu ma racje, bo to sytuacja analogiczna do sytuacji b.MDN, czyli trzymanie ludzi na stołkach na siłę, ku niezrozumiałym interesom i tu też zasadniczo zgadzam się z Kubą. Natomiast ponieważ taka sytuacja wystąpiła z niecierpliwością czekam na interpretacje w tej sprawie SN.

    *Ciągłość misji dyplomatycznych nie jest istotniejsza od realizacji ustaw, tym bardziej że przerwanie tej ciągłości w takim przypadku ma swoją przesłankę, którą także inne państwa rozumieją. To nie jest tak, że władca państwa X w pewnym momencie powie “to ci ch**e odwołali ambasadora, to trzeba im dopier***ić” inne Państwa też mają pewne rozeznanie i rozumieją to, że ktoś nie może po prostu dłużej pełnić tej funkcji. Tak samo zresztą mam nadzieję byłoby w analogicznej odwrotnej sytuacji.

    *Odnośnie warunków inkorporacji to podejrzewaliśmy, że ten punkt był ustalony z pominięciem Hetmana, bo te negocjacje miały swój wielki i niepowtarzalny styl (ale do tematu nie chce mi się wracać)

  5. von_Lichtenstein komentuje:

    * Ciągłość Ambasad wygląda specyficznie jedynie u nas – gdy mamy tylko 1 osobę na placówce, w praktyce realnej korpus liczy dużo więcej osób – a podczas wakatu na stanowisku Ambasadora związanej z procedurą powołania jego następcy – państwo wysyłające reprezentuje zwykle najstarszy stażem Charge d’Affaires. Jeżeli chodzi o powołania Ambasadorów i nadzór – MSZ składa jedynie wnioski i konsultuje konkretne kandydatury – zwierzchnictwo nad takim kandydatem MSZ przejmuje dopiero z chwilą jego powołania na stanowisko (tj. od chwili gdy formalnie staje się on członkiem korpusu dyplomatycznego).

    Ponadto jak wspomniałem wcześniej – MSZ o sprawie Ambasadora w Interlandzie Regentowi przypominał.

  6. von_Lichtenstein komentuje:

    W ramach osobistej opinii: Jestem zwolennikiem powrotu do starego modelu związanego z Ambasadorami – praktyka pokazuje że taka biurokracja nam nie służy – pamiętam jak niegdyś był jedynie wymóg konsultacji z Koroną i aprobaty Monarchy, a po jej udzieleniu MSZ sam Ambasadora powoływał – szybko sprawnie, bez przeszkód.

    Nowy model? Sami widzimy jak działa…

  7. Daniel Łukasz komentuje:

    Gwoli ścisłości: MSZ najpierw szuka kandydata, następnie konsultuje go z Koroną, potem składa wnioski o zgodę na powołanie w Senacie, potem kontroluje jego pracę jako zwierzchnik służbowy. Minister Spraw Zagranicznych jest bezpośrednim zwierzchnikiem ambasadorów.

    Nie jest zadaniem Korony sprawdzanie, czy wniosek złożony przez ministra został już przez Senat rozpatrzony. To jest zadanie rządu.