To już trzy lata Urna jego mać!
czerwca 01

Kanclerz Bakonyi swój rząd tworzył na fundamencie wylanym przez gabinety diuka Łaskiego, mocnym i pewnym, a w łapkę dostał całkiem rzetelne plany dalszej budowy – tak strategiczne, jak i krótkoterminowe. Na ten fundament wpadł rząd Zbyszka Browarczyka, ale w swej nieudolności nie zdołał niczego zepsuć. Porządki po poprzednikach były więc okazją do efektownego zbicia kapitału politycznego i możliwości posiadania wyraziście negatywnego odniesienia dla swoich poczynań, co mogło stawiać inicjatywy gabinetu Bakonyiego w jeszcze lepszym świecie. Wyjściowa sytuacja wydawałoby się idealna. Wystarczyło chcieć, żeby w tych warunkach zostać przodownikiem pracy kanclerskiej. I Bakonyi bardzo chce, to pewne i widoczne. Niestety, nie zawsze ‘chcieć’ znaczy ‘móc’.

Bakonyi jako kanclerz zawodzi, nie na wszystkich, ale na wielu frontach. Najważniejszym z nich jest polityka kadrowa, która determinuje działalność rządu. Tymczasem decyzje personalne kanclerza w znacznej mierze są co najmniej nietrafione. Znajdzie się rzecz jasna szereg usprawiedliwień. Zasoby ludzkie i tak szerokiej koalicji UKL-NOT wyczerpały się jeszcze w początkowej fazie tworzenia gabinetu, dlatego kanclerz musiał sięgnąć aż po opozycję. Jednak i to nie pomogło, co tylko potwierdza, że polityka i sprawowanie funkcji państwowych przestało być atrakcyjne. Właśnie w tym jest problem, nie w braku osób predysponowanych do piastowania wysokich funkcji – choć przyznać należy, że na nadmiar takich ludzi raczej nie cierpimy, a to już problem o wiele głębszy. Niemniej jednak teka ministra czy kanclerstwo kojarzą się dziś głównie z ogromem wyrzeczeń i pracy, która nie daje oczekiwanej satysfakcji. To skutek nieświadomych raczej błędów w organizowaniu rządów, które popełnione zostały przez kilku ostatnich kanclerzy. Gdzieś umknęły, by nie powiedzieć, wyparowały wszystkie magnesy przyciągające do centrali. I to trzeba zmienić. Te wszystkie niedogodności nie zmieniają jednak faktu, że od dobrego kanclerza oczekiwać powinniśmy umiejętności znalezienia i przekonania do pracy w rządzie ludzi do tego się nadających.

Bakonyiemu ta sztuka raczej się nie udaje. Nieumiejętność znalezienia następców dla ministrów, którzy zawiedli, doprowadziła do kuriozum – sytuacji, w której kanclerz swą biernością zdaje się akceptować w rządzie permanentne nieróbstwo. Na uwagę zasługuje casus Calisto Kami-Chojnackiej, która od kilku tygodni znajduje się na urlopie. Kanclerzowi nie przyszło do głowy, by chociaż minister samorządu odwołać, nie mówiąc o poszukaniu następcy. Trudno przecież uznać, by wzięcie resortu na swoje barki było działaniem najlepszym z możliwych.

Podobnie było z Ministerstwem Dziedzictwa Narodowego. Wojciech Hergemon zostawił swą tekę po tygodniu urzędowania, z przyczyn co najmniej dyskusyjnych. A później co nominacja, to gorsza od poprzedniej. Marcin Komosiński nie zrobił absolutnie nic konstruktywnego, choć dziś z uczoną miną strofuje swego dawnego przełożonego. Po kilku tygodniach do MDN przyszedł Bratumił Nowak chyba tylko po to, żeby po kilku dniach na kanclerza się obrazić. Wreszcie naprawdę poważną osobą, która przewodzić ma sarmackiej kulturze, jest Patryk Szac. Sęk w tym, że do dziś nie uświadczyliśmy z jego strony jakichś zdecydowanych działań, a wybory już jutro. Pisałem jednak o bierności wobec bierności (brzmi groźnie, nieprawdaż?). Rzeczą jasną jest, że kanclerz, jako osoba przyzwoita, długo przez palce na brak poczynań swych podwładnych patrzeć nie mógł. I wówczas jego radykalne działania doprowadzały do rozstawienia przed Urzędem Rady Ministrów wielkiego namiotu cyrkowego z darmowymi wejściówkami.

Pierwszym cyrkowcem był wspomniany już wcześniej Marcin Komosiński. W swym popisowym numerze ‘sram na Sarmację’ zasugerował następcom, że niepoważne zachowanie choć może nie przystoi ministrowi Rządu Jego Książęcej Mości, to będzie w jakimś stopniu akceptowane przez zwierzchników. Sugestię tę wychwycił minister Nowak, który stwierdzeniem ‘podałem się do dymisji i jej przyjęcie mam głęboko w de’ dał początek istnym rejteradom z rządowego stolca. Szczyt osiągnął Tomasz Czunkiewicz, którego występ najprawdopodobniej wieńczyć będzie cyrkowy wieczór z rządem. Idąc za Nowakiem podkreślił, że ‘nieprzyjęcie dymisji go nie obchodzi’. Później kanclerz wdał się z nim w żenującą pyskówkę na LDKS, która zakończyła się apelem Czunkiewicza, by Bakonyi odblokował go na gg, bowiem chce przedstawić mu poprawioną wersję filmu, którego błędy zdawały się być bezpośrednimi przyczynami konfliktu między obu panami i dymisji. Czipsa?

Hergemon, Komosiński, Nowak i Czunkiewicz jako powód swego odejścia z rządu podawali konflikt z kanclerzem bądź innym członkiem gabinetu. Bakonyi nie potrafi załagodzić napiętej atmosfery w rządzie, czasem wręcz eskalując konflikty ze swymi podwładnymi. Skąd one wynikają? Odchodzący ministrowie mówią o braku współpracy, przedmiotowym traktowaniu, zbyt dużych wymaganiach. Najwyraźniej ministrowie nie wytrzymują presji i odchodzą, co więcej czynią to w sposób niejednokrotnie ordynarny, chamski i wymykający się wszelkim politycznym standardom. Nie usprawiedliwia kanclerza fakt, że są to być może ludzie o trudnych charakterach. Bakonyi sam ich wybrał.

Czas na łyżkę miodu do tego antałka dziegciu. W komentarzu do raportu o stanie rządu Michał diuk Łaski zdobył się na pochwałę kanclerza mówiąc, że ten odnosi się do ustaw tworzonych przez legislatywę. I faktycznie, Bakonyi to sprawny prawodawca, który tą sferą aktywności rządu kieruje, jeśli pozwolą mu na to ministrowie, poprawnie. Ma to odbicie w jego przyszłości, która obfitowała w kontakty z Izbą Poselską. Kanclerz był solidnym posłem, pracował także w wymiarze sprawiedliwości. Nawet w rządzie zajmował raczej stanowiska bliższe tworzeniu prawa niż zarządzaniu i organizowaniu (był Ministrem Spraw Wewnętrznych, Ministrem Finansów i Gospodarki, Ministrem Samorządu Terytorialnego, Szefem Kancelarii Rządu, o jego działaniach jako Ministra Kultury czy Ministra Spraw Obywatelskich wie raczej niewielu). Zdarzył się nam więc kanclerz legislator. Powinniśmy może to docenić, choć gdy patrzy się na hucpę wyprawianą przez niektórych ministrów, szereg niewykorzystanych szans i dalszy upadek prestiżu rządu, niedosyt pozostaje. Spory niedosyt.

Autor: Henryk Leszczyński

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona.