Przeczytaj sobie artykuł o sobie Jeszcze mu obetnę
sierpnia 30

Od kilku miesięcy na zwoływanych przez Jaśnie Oświeconego Piotra diuka Kościńskiego Zjazdach Szlachty Sarmackiej diuk ów zadaje dramatyczne pytania: kim jesteśmy? kim być powinniśmy? Odpowiedzią na nie były wyborcze wpadki, hucpa i blamaż zjazdowy. Konkluzja jest taka, że Zjazd nie sprawdził się jako przekaźnik treści, które miałaby formułować grupa społeczna, czyli szlachta. Skoro już mamy trupa, to zabawię się w anatomopatologa.

Wiemy, czym jesteśmy, lecz nie wiemy, czym możemy być.
William Szekspir, Hamlet

Szlachta nie jest w Sarmacji grupą społeczną w rozumieniu takim, jakiego oczekują pewne osoby. Formułują one bowiem pogląd, iż szlachta winna być zbiorowością o jasno sprecyzowanych celach, mającą pewną przewodnią ideę i wedle niej postępującą, powinna być zorganizowana – również pod względem formalnym. Wreszcie – powinna mieć świadomość swej siły i pozycji w Księstwie, jako grupy osób szczególnie odpowiedzialnej za przyszłość i teraźniejszość ojczyzny. I dającej wyraz temu przekonaniu poprzez czyny.

Jeśli krytycznie na Sarmację popatrzeć, to nie ma aktywnego obywatela, który nie jest (nie był) szlachcicem. Sarmacja to szlachta. Szlachta to praktycznie całe nasze społeczeństwo. Niemożliwością jest zebranie praktycznie całego społeczeństwa i nakazanie mu wypracowania jednolitego stanowiska w sprawie (wyprzedzając interlokutorów – nie mam na myśli ekstremalnej sytuacji w rodzaju agresji obcego państwa czy śmierci męża stanu; wówczas społeczeństwo potrafi samorzutnie (sic!) i wspólnie zareagować). Z niemożliwością graniczy próba naprawy państwa rękami (już jakby opadłymi z sił) wszystkich obywateli przy użyciu wzniosłych haseł i odwoływaniu się do bliżej niesprecyzowanych, temu społeczeństwu wmawianych powinności i obowiązków. Chyba, że pijemy brudzia z Keynesem i walczymy z Wielkim Kryzysem (myśl ciekawa, ale teoriami ekonomicznymi Sarmacji nie naprawimy). Dlatego nawoływanie do zjazdów, wspólnych stanowisk, postulatów staje się w tym kontekście kuriozum. A my – nie wiedzieć czemu – tego próbujemy.

Albo i wiedzieć czemu. Wizja szlachty wyznawana przez część osób opiera się na staropolsko sarmackim wzorcu. Mowa o szlachcie, jako grupie zajmującej pewne miejsce w drabinie społecznej i o to miejsce walczącej (sic!). Co więcej, z innymi grupami skonfliktowanej. Szlachta ta zajmuje ważkie miejsce w systemie politycznym kraju, nierzadko decydując o jego przyszłości. Szlachta ta dostrzega konieczność wspólnego działania, ale wynika to między innymi z wyżej wymienionych powodów.

Sarmacka szlachta jest dominującą grupą w społeczeństwie. I choć w Polsce w pewnym momencie coś takiego może i miało miejsce, to nigdy w takim stopniu. Mówiąc wprost – oprócz szlachty innej potrafiącej się skonsolidować i samookreślić grupy społecznej w Sarmacji ja znaleźć nie potrafię. W związku z tym szlachta nie ma klasowego wroga – nie ma z kim i o co walczyć, a konieczność walki o wpływy w znacznym stopniu determinowała jej istnienie w Polsce. Co więcej, sarmackie szlachectwo było zawsze pewną ideą, formą wyróżnienia, swoistym imponderabiliom. Jeśli nie liczyć Izby Senatorskiej, szlachta pozbawiona była realnego wpływu na sytuację w Księstwie, a co za tym idzie – odczuwalnej odpowiedzialności za sytuację w nim. Pozbawiona była tego szlachta, ale nie szlachcic.

Aby tę sytuację zmienić, należałoby sięgnąć źródeł, dokopać się fundamentu i radykalnie zmienić ustrój sarmacki. Wprowadzić demokrację szlachecką, która sprawiłaby, że na szlacheckie barki spadłoby odczuwalne brzemię odpowiedzialności, że szlachta stałaby się czymś więcej niż nieformalną (bowiem próby formalizacji prowadzą do kolejnych katastrof), elitarną (jakkolwiek to dziś, przy tym stanie osobowym brzmi) i nieokiełznaną społecznością. Nawet gdybyśmy spróbowali taki ustrój wprowadzić, w oczekiwaniu, że wyprowadziłby kraj z kryzysu, w moim mniemaniu możemy srodze się zawieść. Dlaczego?

Szlachta nigdy nic ważkiego dla Sarmacji nie zrobiła. Szlachcic – owszem. Szlachta nigdy nic w Sarmacji nie zmieniła. Szlachcic – owszem. Wreszcie nie szlachta zepsuła Sarmację. Zrobił to szlachcic.

Jak moi przedmówcy zauważyli, sarmacka szlachta nigdy nie była zorganizowaną, zdolną do czynu grupą. Tworzyła pewną atmosferę czy konwencję i dawała możliwość uhonorowania zasłużonych. Innych funkcji nie pełniła. A Sarmacja i tak była największą i najaktywniejszą mikronacją. Nie rozumiem więc, dlaczego diuk Kościński za wszelką cenę pragnie poruszyć masy i jako zadeklarowany monarchista wywołać rewolucję ludową, czy jak kto woli – szlachecką. Nie mas nam potrzeba, a indywidualności. Nie szlachty, a szlachcica.

Autor: Henryk Leszczyński

2 komentarzy do “Nie szlachty. Szlachcica”

  1. Pel Nander komentuje:

    Jestem z przekonan antymonarhista i dlatego nie udzielam sie w monarchiach. Wyjatkowo jedynie gdy pojawiaja sie jakies ciekawe wydarzenia.
    Przeciez nie dzialacie w pojedynke indywidualnie, tylko jak nie cala spolecznosc to w kilka osob.